| * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * |
WRZESIEŃ 2008 ISSN 1505-1676 |
|
|
![]() o autorzeo tłumaczuwstecz |
Artur BeckerWy tam, na Ziemi!Wy tam, na Ziemi! Wy, małe szarlatany,rozproszone na wszystkie strony świata, wszędzie gdzie tylko buduje się miasta.
Wy tam, na Ziemi, fanatycy!
Wy, zarozumialcy i ignoranci,
Uchodźcy i wypędzeni!
Obojętne, czy przeobrazicie się w tysiąc kameleonów,
Ze swoimi książeczkami oszczędnościowymi i w podartych ubraniach
Tchórze i władcy! Wy tam, na Ziemi! Wy, nieboszczycy -
W trawach drzemią ślimaki i pająki,
W lasach żyją muchy i komary,
Wy, fałszywi naśladowcy upojenia i perfekcji,
Co sobie samym czynicie i co wam się czyni
Wy tam, na Ziemi, pozwalacie sobie mówić o czymś,
Do was zwracamy się w imieniu waszych zniekształconych twarzy
Wy tam, na Ziemi! Kiedy się wam oś waszej Ziemi skrzywi
Na ulicy KopernikaTam na ulicy KopernikaWychowałem się Niczym gwiazdołap co z nieba ściąga Najróżniejszy złom Stare rakiety baterie słoneczne ramiona satelitów Tam na ulicy Kopernika Zakpopywano zwłoki Gestapo i urzędnicy polskiej służby bezpieczeństwa Którzy nigdy nie są w stanie odróżnić Mieńszewika od bolszewika Grali często w rugby Kierowcy musieli godzinami ćwiczyć naciskanie klaksonów Moja babcia stuletnia katoliczka Klaskała z okna brawo brawo dalej dalej Głośniej głośniej Tam na ulicy Kopernika Zefiryn Frankowski z Poznania Prowadził pierwszy prawdziwy handel bronią Marksista odda wszystko za darmo Miał napisane na koszulce Ten genialny facet musiał być moim dziadkiem Tam na ulicy Kopernika Była siedemsetletnia piwnica Z tajemnymi przejściami masonów Podłoga była z czerwonego kamienia W zimie spały na niej szczury razem z bojownikami o prawa obywatelskie Ale najbardziej lubiłem szarych kominiarzy Przynosili z kosmosu drzewa iglaste i komary W dużych pojemnikach z lodem Wszystko było otoczone dom grządki w ogródkach dla ślimaków Schody do piwnicy kończyły się w środku świata Na ulicy Kopernika Wisiały obrazy z moimi przodkami Gdy miałem pięć lat spadła mi na głowę Matka Święta Miała najcięższą dębową ramę Do dziś pozostaję nieco zadziwiony Siłą wiary Tam na ulicy Kopernika Zatrzymało się dla mnie słońce Gdy po raz pierwszy zobaczyłem Jak poczyna się dziecko Konkretnie w telewizji na płaskim ekranie Naciskając klawisz Tam na ulicy Kopernika Umarli muszą wstawać z martwych Mówię sobie często Te Szwejki i don Kichoty Tak dawno się już z nimi nie widziałem Na tej ulicy do upadłego ćwiczyłem Hamleta To by brzmiało jak "omleta" Ocenia Zefiryn Frankowski z pokoju w zaświatach Tam na ulicy Kopernika Plenią się nadal łąki i wybiegi Dla nas trawojadów Oto tam ogród bez cienia W podwórzu Zabłąkały się tam mrówki Do śliw i marchewek Przy pomocy lupy spoglądam pod skórę ziemi Stale na czatach Które kamienie śpiewają najczyściej Uchodzą mi siły Kiedy się zmniejszam Ten wariat Guliwer zajmuje mnie cały czas Tamtą ulicą nie jeżdżą żadne tramwaje I nie ma żadnego postoju taksówek Jeśli myślisz o wyjeździe
Artur Becker
|
| literatura niemiecka, poezja niemiecka |