* POBOCZA * OBROBJA * KRAJNICE * RUBOVI * POBOCZA * OBROBJA * KRAJNICE * RUBOVI * POBOCZA *
POBOCZA Kwartalnik Literacko - Artystyczny   NR 2 (28)
   CZERWIEC 2007
   ISSN 1505-1676
literatura polska, poezja polska,

o autorze
wstecz

Adam Wiedemann

Ktoś mówi do mnie

Umarłam w pierwszym roku denominacji
Nigdy się nie nauczyłam tych nowych pieniędzy
Zresztą po co Wszystko mi kupowali
Miałam taką ambicję

Teraz już mi niczego nie wypada się uczyć
mam wszystko elegancko i jakby za darmo
Wiem czyj włos mi się wplątał wtedy do zegarka
Wiem i nie wiem co zrobić z tą wiedzą

Lubię siąść sobie w kuchni zwłaszcza nocą
Mogłabym ugotować różne smakołyki
a jednak wolę siedzieć nie chce mi się wstawać

Teraz kiedy nie muszę czekać już na lepsze czasy
nie przeszkadza mi czuć się jak gdybym czekała
Kiedyś przyjdziesz i wstanę ale razem z tobą

 

Abstrakcja geometryczna

Peliszko w ciąży Autobus
wiezie mnie gdzieś za miasto
Bloki jak jedenastozgłoskowce
w krajobrazie z amfor Astma
dech jej zapiera Panie
z pieskami na rękach stoją
w kolejce do flipera

Przez chmurę księżyc pożarty
prześwieca z brzucha Dawne
romanse przyjaźnie na próbę
i całe życie (chłopca)

Wciąż na nowo Z tym samym
Na zawsze w pułapce Wolny
Zwykły żołnierz

 

* * *

Porozrzucane girlandy Jeszcze przed Na zapas
Sprawdzone przyjemności Znajome melodie
One nas przeprowadzą przez ten pokój pełen
tańczących pań i podchmielonych gości

Porozumiewawcze uśmiechy(?) Girlandy
wspomnień przed którymi kłaniasz się chcąc przejść
dalej A tam wszystko urządzone z nieomylnym
smakiem i chociaż tyle jeszcze wolnych miejsc

bezbłędnie wybierasz swoje i już nic
cię stamtąd nie ruszy Nawet we śnie
siedzisz w fotelu dentystycznym snu

i wierzysz w nieomylność szczypiec snu choć widzisz
tylko zmęczone zęby w pożółkłym lusterku
które się z tobą gryzą jakby były cudze

 

Robert Mapplethorpe fotografuje niebo

Jeśli nie jesteś w niebie, usuń mi się z kadru.
Potrzebny mi ten specyficzny rozkład
zmarszczek powodujący, że wyparowują cienie,
a wskazówki zegarków stają zgodnie na sztorc.

Wszystkim tak samo pogardzamy: południem
i wschodem, bielą, czernią i zwłaszcza
szarością. Wszystkim kolorom spódnic,
w których tańczą przed nami hiszpańskie

dziewczyny, mówimy: Żegnajcie.
Jeżeli świat przypomina ci gitarę, której
za nic nie umiesz nastroić, nigdy
nie dojdzie cię tu słońce. Wystarczy

nie być tym samym, żeby kochać, albo
brać od niechcenia, co da Bóg i jabłoń.

 

Czy ktoś już się rozegrał?

Jest cicho, swojsko, i wszyscy czytamy
swoje wiersze w języku gospodarza.
Język jest długi jak spaghetti.
Spaghetti czyta się przez dwa t.

Z mówienia o języku niewiele wynika,
podobnie jak z mówienia o aniołach. Anioł jest
stworzeniem doskonałym i chociaż jedyne
prawdziwe zagrożenie płynie ze strony Boga

lub jego braku, na aniele
możesz się łatwo poślizgnąć. Niektórzy nasi poeci
piszą w języku aniołów, inni się w nim spowiadają,

bo to język na czasie, czas jest teraźniejszy
i innego nie będzie. Chciałbym ci czymś zagrozić, inaczej
cię stracę.

 

[do ośmiu]

o czym to ja myślałem? o tym, co mówiłem
dzisiaj w nocy, przez sen, nie wchodźcie do tej bramy
parami, wchodźcie pojedyńczo; skromnie żyję, przepraszam,
ale trochę przynajmniej będziesz miał, jeszcze raz

przepraszam, to co napisałem, to jest jakby
tylko analiza, lecz zacznę
od nowa, różne szczegółowe rzeczy można by opisywać,
i po co?
załóżmy,

że jest brama, szerokości, powiedzmy, ośmiu kroków,
a jednak mieścisz się w niej ty jedna, bo dla duszy
potrzeba więcej miejsca, żeby przeszła, osiem kroków

to mniej więcej szerokość wejścia
do Teatru Wielkiego; jedna dusza
przypada na 5-10 osób; w każdej z nich się kochałem

 

Malarstwo francuskie

Zaraz po przebudzeniu zająłem się nieważne czym.
Idea bycia człowiekiem jest mi dosyć obca,
ale się przyzwyczajam. Wolę pierożek od kamyczka
i kamyczek od stryczka. Ha ha, dobrze jest być

obok swojej dziewczyny choćby w książce
jednego ciula i myśleć sobie: chłopcy, dokąd
prowadzą wasze przyjacielskie plemniki?

W ten sposób już poczułem się nieco przyfastrygowany
do rzeczywistości, jest to rzeczywisty opis mojego poranka,
i zabawne, jak bardzo noga pasuje do buta,
sama do niego wchodzi bez żadnych podejrzeń.

I co by ona chciała? Iść do toalety? Proszę bardzo,
całe mieszkanie śpi, głosy przechodzą tylko
przez podłogę, pod którą mieszka jeden złodziej.

 

Adam Wiedemann

Wstecz

literatura polska, poezja polska