* POBOCZA * OBROBJA * KRAJNICE * RUBOVI * POBOCZA * OBROBJA * KRAJNICE * RUBOVI * POBOCZA *
POBOCZA Kwartalnik Literacko - Artystyczny   NR 2 (28)
   CZERWIEC 2007
   ISSN 1505-1676
recenzja


wstecz

Andrzej Lam

W CZESKIM ZWIERCIADLE

      W zbiorze reportaży, zatytułowanym Gottland, Mariusz Szczygieł przestrzega zasady, aby na XX-wieczną historię Czech patrzeć z czeskiej perspektywy. Odtworzone są więc motywacje wewnętrzne protagonistów, zwłaszcza w okresie, który wyznacza problemowe centrum tej książki, czyli w ciągu czterech niezupełnie jednakowych dziesięcioleci systemu, nazywanego komunistycznym. Ale już porządkowanie materiału i styl opowiadania świadczy o nadrzędnym punkcie widzenia, który nie objawiony wprost, dyskretnie nadbudowuje się nad warstwą anegdotyczną.       Tytuł pochodzi od znanego piosenkarza Karela Gotta, a wątkiem naczelnym książki jest gra między potrzebą samorealizacji artystycznej, także w wielkim publicznym wymiarze, i wszechobecną państwową kontrolą. Czyli między kolaboracją, mimikrą i sprzeciwem. Gra ta przybiera tak różne postacie i tak niezwyczajnie załamuje się w ludzkich losach, że Szczygieł woli zająć się różnorodnością tego fenomenu niż przyjąć jawną rolę oskarżyciela czy sędziego. Opisuje przypadki osobne - twórcy pomnika Stalina w Pradze, Otakara Šveca, pisarza i scenarzysty Jana Procházki, piosenkarek o odmiennych losach, Heleny Vondračkovej i Marty Kubišovej - nie po to, aby zatrzeć granicę między dobrem a złem, ale aby pokazać wielowymiarowość ludzkiej natury. Stosownie do charakteru XX stulecia, pisarz nazywa ją, "kubistyczną". Raz jest to komedia, innym razem dramat obyczajowy, ale najczęściej prześwituje dno tragiczne.       Łączy opisane przypadki zamącone poczucie tożsamości. Na człowieka, który wielokrotnie, czasem w ciągu jednego dnia, staje się kimś innym - donosi na ufającą mu kobietę, aby zaraz potem ostrzec ją przed tymi, którym złożył donos - można patrzeć jak na okaz patologiczny, ale można też widzieć w nim zastanawiający przykład moralnej desperacji. Kiedy trudne staje się rozpoznanie, kto jest kim, społeczeństwo, żyjące w poczuciu oficjalnego kłamstwa i przeniknięte prywatnym strachem, reaguje niepisaną zgodą na milczenie o tym, o czym chciałoby się krzyczeć - i postępuje tak w imię życia. Czesi wyrazili to słowem utworzonym od nazwiska pisarza, którego też strach było czytać, a i samo słowo pojawiało się tylko w zaufanym gronie: "kafkárna". Aż wreszcie ktoś przestaje się bać i pociąga za sobą innych.       Podczas lektury raz po raz nasuwa się pytanie: czy mowa jest tylko o Czechach? W Polsce można było czytać Kafkę bez lęku, o tym, że coś jest "jak z Kafki" (koszmar) albo "jak z Mrożka" (absurd), zdarzało się słyszeć jawnie, a przecież zjawisko to w swojej istocie niecałkiem odbiegało od tego, co przedstawił Szczygieł w "Gottlandzie". Ale kiedy Helena Vondračkova, której zarzucano współpracę z reżimem, pyta o Marylę Rodowicz, nie otrzymuje odpowiedzi.       Swoim pisarstwem Szczygieł przedłuża najlepsze cechy polskiej szkoły reportażu. Odznacza się ona literacką wyrazistością szczegółu, który łatwo się symbolizuje, absolutną wiarygodnością i szacunkiem dla inteligencji czytelnika. Powstała książka ważna, pokazująca punkty wspólne odmiennego doświadczenia, może po raz pierwszy tak wyraźnie w naszej historii.
Andrzej Lam      

Mariusz Szczygieł, Gottland. Wołowiec 2006, Wydawnictwo Czarne, 240 s.

 


Wstecz

recenzja