POBOCZA 17 - Kwartalnik Literacko - Artystyczny   NR 3 (17)
   LIPIEC 2004
   ISSN 1505-1676
literatura białoruska

o tłumaczu
wstecz

Anatol Brusiewicz

HALUCYNACJE

N 1
      Przez cały tydzień trwała głucha noc. Jej kamienne oblicze roztaczało surowość, a jednocześnie obojętność. Tylko siódmego dnia na prawej ścianie Milczącego Wszechświata zabłysło słońce w postaci gigantycznej meduzy.
      Na podłodze skrzyżowały się cienie trzech pytań, które Władca Milczącego Wszechświata musiał zadać Matce, Siostrze i Przyjacielowi.
      "Dlaczego mnie urodziłaś?"
      "Dlaczego nie możesz być moją kochanką?"
      "Czy przywrócisz do życia mojego ojca?"
      Tylko Przyjaciel udzielił prawidłowej odpowiedzi, ponieważ zamiast sensu poszukiwał bezsensu.
      Słońce wyschło i Odwieczna Noc o kamiennej, bezwzględnej oraz obojętnej twarzy ogarnęła Wszechświat.

N 2
      Podróż rozpoczęła się na pustyni. Martwy Ocean był Omegą.
      Od tej chwili, gdy Podróżnik pozostawił za sobą pierwsze ślady, Wszechświat odmienił swoje oblicze sto jedenaście razy, dlatego nie można było zgadnąć, która z jego masek była najdoskonalsza.
      Tylko Zero, Które stało się nimbem i błyszczało nad głową Podróżnika wieloma odcieniami szarości, wciąż przypominało o istnieniu Alfy.

N 3
      Za czarną kratą linijek - Miłość i Wiara. Nadzieja stała się wolnym motylem i przyzwał go Ogień.
      "Ukochana, bałem się, ale kiedy cię objąłem i twój oddech stał się moim, strach rozwiał się i znikł, jak mgła znika w promieniach słońca".
      Trzy ramiona krzyża, których każda część składa się z pięciu srebrników i jednego krzyżyka, zaciążyły na naszych duszach i myślach.
      Sześć. Sześć. Sześć.
      "Moja najdroższa, piłem nektar twoich pocałunków, niezdolny zaspokoić pragnienia. Wierzyłem, że te usta należą wyłącznie do mnie".
      Kiedy zegar wybił dwunastą godzinę On przyszedł. Jego skrzydła były ciemniejsze od nieba, które nas ogarnęło. Twój ślubny welon zafarbował się na kolor nocy.
      "Wybacz mi, nie byłem w stanie pozostawić Judasza".
      Czy mój list dotrze na tamten świat?

N 4
      Statek przykuli do Skały, która pociągnęła go za sobą w milczącą podróż po bezgranicznych przestworach dziewiczej rzeczywistości.
      Na drodze spotykali setki wysp, które oślepiały oczy nadmierną doskonałością.
      Obok wyspy Poetów Statek zatonął, a Skała rozpadła się na tysiące drobnych okruchów. Nikt na Wyspie nie zauważył tej tragedii, bo każdy był zajęty własną bardzo ważną sprawą.
      Poeci Ma i Pa grzebali się w ogromnym stosie śmiecia, poszukując ni to kamienia filozoficznego, ni to poety Gu, który znikł niewiadomo gdzie. Wokół nich, dosiadłszy zardzewiałej łopaty, uganiał się poeta Br, wierząc, że lada chwila oderwie się od ziemi i wbije się w obłoki.
      Podnosząc ścianę pyłu poeta Czo ciągnął suche gałęzie i sadzonki, które niewiadomo dlaczego nie miały korzeni - jego marzeniem było zasadzić ogród, by nie widzieć cuchnącej kupy nieczystości.
      "Za Wyspą coś się stało", - ledwo dosłyszalnie wykrzyknęła poetka Bi, ale jej słowa spotkał los Statku i Skały.

N 5
      Pustynia uczuć. Gorący piasek natchnienia, czarne kamienie myśli.
      Idę boso i nie wiem: czy istnieje zakończenie.
      Tak, na początku było nie Słowo. Na początku było Milczenie.
      Milczenie stało się Niebem i Bogiem.
      Nie odczuwam Milczenia, ale wiem, że jest ono wszędzie. Jest również Słońcem, które czyni moją podróż nie do wytrzymania, i Księżycem, który boi się ukazać prawdziwe oblicze, i gwiazdami, które szyderczo śmieją mi się prosto w twarz.
      Idę nie zostawiając ani cienia, ani śladów.
      Mój wzrok na tyle przyzwyczaił się do koloru Milczenia, że nie zauważyłem jak pustynia stała się stepem, jak step wypełnił się kwiatami, krzakami, drzewami i wreszcie stał się lasem.
      "Qvo vadis?" - zapytało Słowo.
Anatol Brusiewicz
Przekład Andriej Moskwin
(czasopismo "Калоссе", nr 8)

Wstecz